Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jemy na mieście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jemy na mieście. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2018

Zamknij oczy, otwórz buzię, czyli kolacja w ciemności - Łódź - Farina Bianco -


"Zamknij oczy, otwórz buzię...." znacie to powiedzonko prawda? Jednakże nabiera ono innego sensu jeśli "zamknięte oczy" masz przez całą kolację...
Ostatnio miałam przyjemność uczestniczenia w projekcie firmy Wyjątkowy Prezent - Kolacja w ciemności w łódzkiej restauracji - Farinie Bianco, dzięki któremu zrozumiałam, jak smak jest uzależniony od tego co widzimy na talerzu. Nie bez przyczyny mówimy "jeść oczami". Ale po kolei.

Na kolację wybrałam się wraz z mężem, który na początku nie był pozytywnie nastawiony do tego typu przeżyć. Kolacja odbywała się w zupełnej ciemności, że człowiek nie widział własnej ręki, a co dopiero serwowane przez kelnerów dania. 

Na początku zostaliśmy wprowadzeni przez kelnerkę do ciemniej sali oraz doprowadzeni do naszego stolika. Nie ukrywam, serce waliło mi bardzo szybko, ponieważ pierwszy raz uczestniczyliśmy w tego typu projekcie. Gd już wszyscy goście zasiedli przy swoich stolikach, poproszono nas abyśmy delikatnie sprawdzili, co znajduje się na naszych stolikach. Ja, jak to ja, musiałam wsadzić ręce wszędzie ;) i tak to na samym początku już wiedziałam, gdzie stoi lampka wina i ile tego wina jest ;)
Dotykając sztućców, oboje z mężem zaśmialiśmy się pod nosem - no bo jak to jeść sztućcami jak się nic nie widzi ? - do tematu sztućców wrócimy później ;)

Nasza kolacja składała się z 3 dań - przystawki, dania głównego i deseru.

Kiedy kelnerzy przynieśli nam przystawkę, niepewnie ją "obmacaliśmy" i powąchaliśmy. Okazało się (później), że trafnie typowaliśmy co mieliśmy na talerzu, jako jedyni wśród wszystkich gości :) Danie udało nam się zjeść widelcem :) - brawo my!

Podbudowani, że nie jest tak źle - byliśmy gotowi na danie główne. I tu zaczęły się schody. Ja czując się pewniejsza, od razu chwyciłam talerz w ręce i zaczęłam go obwąchiwać. Niestety za bardzo wczułam się w rolę i w moim nosie wylądował chips ;) Po wywąchaniu wszystkiego co jest na talerzu przystąpiłam do dotykania. I tu szok - na talerzu znajdowało się coś płynnego i gęstego! I do tego jakiś kawałek "czegoś". Mój mąż dostał roladę, która jak myśleliśmy była wołowa - niestety się myliliśmy. Moje wegetariańskie danie udało i się zjeść widelcem i nożem (!) natomiast mój mąż się poddał, po tym jak kilka razy "zjadł powietrze" ;))

Przyszła pora na deser - tu mój nos wywąchał coś słodkiego ! Deseru już nie dotykaliśmy, tylko zjedliśmy łyżeczką, rozkoszując się każdym jego kęsem. To było coś pysznego. Nie od razu udało nam się odgadnąć co jemy. Ten deser to było niebo w gębie!

W oczekiwaniu na dania byliśmy zaangażowani w różne zabawy organizowane przez restaurację. Jakie - zostawię tą informację dla siebie, tak , żebyście Wy również mieli niespodziankę. Oprócz tego czekając na kolejny posiłek, zastawiałam się jak wygląda sala w której jestem, jak rozmieszczone są stoliki. Jak się później okazało - wyglądała zupełnie inaczej niż myślałam podczas kolacji :)

Podczas wieczoru doszłam do wniosku, że ludzie siedzący obok mnie, brak zmysłu wzroku rekompensowali sobie głośniejszą mową, co mi osobiście trochę przeszkadzało. Jedzenie w gwarze nie jest niczym przyjemnym. Obstawiam, że gdybyśmy jedli te same dania przy świetle, nie byłoby takiego hałasu.

Po posiłku w delikatnym świetle byliśmy przyzwyczajani do światła i na końcu, już przy pełnym świetle mogliśmy poznać całą obsługę, szefa kuchni oraz zobaczyć jak wyglądają nasze dania. Były cudnie podane.

Polecam Wam pójście na Kolację w Ciemności. Ja miałam w planach iść na nią już jakiś czas temu, ale dzięki serwisowi Wyjątkowy Prezent, moje marzenie z "wish listy" zostało odhaczone!

Jeśli chcielibyście doznać miłych przeżyć podczas projektu - Kolacja w Ciemności to projekt firmy Wyjątkowy Prezent, a samo przeżycie można znaleźć na stronie www.wyjatkowyprezent.pl

Zamknij oczy, otwórz buzię, czyli kolacja w ciemności - Łódź - Farina Bianco -


"Zamknij oczy, otwórz buzię...." znacie to powiedzonko prawda? Jednakże nabiera ono innego sensu jeśli "zamknięte oczy" masz przez całą kolację...

6 listopada 2017

Jesienne menu w Browar Restauracyjny Księży Młyn - Jemy na mieście - 2017

Restauracja Gronowaldzki w Łodzi, przekształciła się w Browar Restauracyjny Księży Młyn. Teraz jest to browar restauracyjny, gdzie połączenie piwa warzonego na miejscu i jedzenia jest ważne. Tutaj zjesz dania tylko ze świeżych i lokalnych produktów. Nie tylko nowa nazwa, była powodem odwiedzin Restauracji. Skusiło mnie również, nowe jesienne menu. 

Po przejrzeniu menu (zaskoczyły mnie, na plus - niższe ceny!) nie wiedziałam na co się zdecydować, wszystko brzmiało przepysznie. Ale w końcu trzeba było podjąć decyzję. Na nasze talerze trafiły wyśmienite dania serwowane osobiście przez Szefa kuchni - Adama Kowalskiego.


Przystawka:
* carpaccio z grillowanej polędwicy wołowej

Delikatna w smaku wołowina, do tego plasterki trufli, majonez z rukoli i serem grana padano - połączenie wyśmienite. Mogłabym jeść i jeść.

* łosoś w 3 odsłonach

Wędzony łosoś, kawior z łososia i pasztet z łososia - podane z chrupiącą bagietką - wyśmienity wstęp do dalszych dań. 

Danie główne:
* papardelle z grillowaną cukinią, pomidorkiem koktajlowym, pomidorem suszonym i młodym szpinakiem w oliwie czosnkowej

Makaron wyrabiany jest ręcznie w Restauracji. Do tego podany z grillowaną cukinią, suszonymi pomidorami, młodym szpinakiem i czosnkową oliwą. Porcja ogromna - serio! Na pewno wrócę na niego niebawem :)

* kurczak kukurydziany z tortelloni faszerowany grzybami, zielonym groszkiem i kurkami duszonymi w maśle, marchewkowym puree i sosem demi-glace grzybowym

Kremowy kurczak rozpływał się w ustach z każdym kęsem. A do tego torteloni z grzybami - ahhh jakby Wam to powiedzieć, idealne pod każdym względem. Ciasto mięciutkie, grzyby doskonale przyprawione. 

Deser:
* talerz ciast: brownie, sernik, lawa, creme brulee, mus korzenny, ciasteczko migdałowe

Ciężko było wybrać najlepszy kawałek, chociaż jeśli miałabym wybierać to lawa zawładnęło moje serce.

Nie  mogliśmy się nie skusić na deskę piwa warzonego na miejscu. Dostaliśmy do spróbowania piwo marcowe, pszeniczne i aipa. Moim faworytem było pszeniczne.

Jeżeli dalej zastanawiacie się czy warto odwiedzić Browar Restauracyjny Księży Młyn i wypróbować ich nowe menu - warto. Zaskoczą Was nowe, niższe ceny i smak podanych dań - jeśli chodzi o to drugie, to tutaj byłam pewna, że się nie zawiodę - nie myliłam się! Polecam.

Adres:
Browar Restauracyjny Księży Młyn
Tymienieckiego 22/24
Łódź

Jesienne menu w Browar Restauracyjny Księży Młyn - Jemy na mieście - 2017

Restauracja Gronowaldzki w Łodzi, przekształciła się w Browar Restauracyjny Księży Młyn. Teraz jest to browar restauracyjny, gdzie połączenie piwa warzonego na miejscu i jedzenia jest ważne. Tutaj zjesz dania tylko ze świeżych i lokalnych produktów. Nie tylko nowa nazwa, była powodem odwiedzin Restauracji. Skusiło mnie również, nowe jesienne menu. 

Po przejrzeniu menu (zaskoczyły mnie, na plus - niższe ceny!) nie wiedziałam na co się zdecydować, wszystko brzmiało przepysznie. Ale w końcu trzeba było podjąć decyzję. Na nasze talerze trafiły wyśmienite dania serwowane osobiście przez Szefa kuchni - Adama Kowalskiego.


28 października 2017

Jesienne menu w Restauracji Delight andel's by Vienna House Łódź - Jemy na mieście - vol.2

W kalendarzu i w pogodzie jesień. Jesień zagościła również w nowym menu Restauracji Delight andel's by Vienna House w Łodzi.

Nowe menu mogłam skosztować w samym sercu Restauracji - w kuchni, została wydzielona przestrzeń, gdzie mogliśmy na spokojnie zjeść i podpatrzeć na pracę Szefa Kuchni Mirosława Jabłońskiego i jego całej ekipy. Nie ukrywam, spełniło się moje jedno z marzeń - znaleźć się w kuchni Restauracji Delight andel's by Viena House.

Ale wróćmy do jesiennego menu.

Przystawka:
* Foie gras, palony chleb, gruszka, solone orzechy

To był mój pierwszy raz z foie gras - i było pyszne. Wszystko ze sobą idealnie "grało" i wszystko razem idealnie smakowało. To był dopiero przedsmak, tego co nas czekało później.

Zupa:
* Consomme grzybowe z wędzonym węgorzem i creme fraiche


O B Ł Ę D ! Przepyszna zupa grzybowa. Z każdą łyżką czułam się jakbym jadła wigilijną zupę grzybową. Do tego wędzony węgorz - to był mój nr 1 tego wieczoru.

Danie główne:
* Barrakuda, piklowany żółty burak, rzepa, puree z szalotką

To był mój kolejny pierwszy raz tego wieczoru. Nigdy wcześniej nie miałam okazji spróbować ryby - barrakudy. Jej białe mięso było bardzo delikatne. Ryba podana w cieście a'la naleśnikowym (dla mnie ciut za grubym i gumowym) była wilgotna w środku i rozpływała się w ustach. Dodatkiw postaci surówki z rzepy i purre, idealnie komponowały się z rybą

* Jeleń, sos jeżynowy, pieczony pasternak, jarmuż, Ragout gruszkowo-dynoiowe, białe porto

Sos jeżynowy - niebo w gębie, do tego jeleń wysmażony na pół krwisto - pycha! 

Deser:
* Czekolada, kawior, konfitura pomarańczowa, beza

Połączenie czekolady z kawiorem - zaskakująca, chociaż szczerze - nie powtórzę, tego w domu ;) Czekoladka - przepyszna, kremowa i rozpływająca się w ustach - ajjj idealne zakończenie kolacji <3 p="">

Jeśli, po przeczytaniu tego posta, dalej zastanawiacie się czy warto udać się do Restauracji Delight andel's by Viena House w Łodzi - ja Wam powiem - warto - nie będziecie żałować ani minuty spędzonej w Restauracji.

Jesienne menu w Restauracji Delight andel's by Vienna House Łódź - Jemy na mieście - vol.2

W kalendarzu i w pogodzie jesień. Jesień zagościła również w nowym menu Restauracji Delight andel's by Vienna House w Łodzi.

Nowe menu mogłam skosztować w samym sercu Restauracji - w kuchni, została wydzielona przestrzeń, gdzie mogliśmy na spokojnie zjeść i podpatrzeć na pracę Szefa Kuchni Mirosława Jabłońskiego i jego całej ekipy. Nie ukrywam, spełniło się moje jedno z marzeń - znaleźć się w kuchni Restauracji Delight andel's by Viena House.

Ale wróćmy do jesiennego menu.

29 sierpnia 2017

Whiskey in The Jar - nowe miejsce na kulinarnej mapie Łodzi , Manufaktura

JAR w sercu, ROCK w menu, OGIEŃ na scenie!




W zeszłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć podczas spotkania dla mediów, w nowo otwartej restauracji Whiskey in The Jar®. 

Jest to trzecia restauracja w Polsce. Pozostałe punkty to: Wrocław i Poznań. Miałam przyjemność bycia w każdej restauracji i bardzo ucieszyła mnie wieść, że w Łodzi również ona powstanie.

Przed spotkaniem dla mediów, w łódzkim Whiskey in The Jar® byłam dwa razy. Tak incognito, żeby sprawdzić, czy jest tak samo jak we Wrocławiu (bo wrocławska restauracja u mnie wygrywała na tamten moment). I nie pomyliłam się. Było bardzo smacznie i zaskakująco.

Wracając do spotkania, podczas niego dowiedzieliśmy się sporo o wystroju restauracji, posmakowaliśmy dania z kart (stek king zawsze wymiata!), do tego skosztowaliśmy każdego Jar'a* ! Ba! nawet powstał, dedykowany dla Łodzi - ManuJar. Wszystkie pyszne ale moim faworytem jest (od lat i zapewne nic to nie zmieni ;) Watermelon Jar <3 :="" b="" bierzcie="" ciemno="" dziecie="" dziewczyny="" go="" p="" w="" zadowolone="">


Jeśli chodzi o jedzenie, to co tu można dużo mówić. Mięcho, mięcho i jeszcze raz mięcho. Raj dla ziemi dla mięsożerców. Wszystko jest dobre, tatar, zupa j.lo, żeberka, burgery no i steki, podawane na gorącym kamieniu. Nie wyjdziecie głodni, bo porcje są ogromne i warto wydać na nie każdą złotówkę :)



Styl restauracji, jest mocno rockowy, wiecie motory, skóra i te sprawy ;) Ja czuję się całkiem dobrze w takim wystroju. Łódzkim Whiskiey zajęli sie najlepsi z najlepszych - Tomasz Górnicki (rzeźby) i Kolektyw Monstfur (instalacje). 




Hitem jest Harley-Davidson®, własność szefa baru - Michała, umieszczony zaraz przy suficie na 1 piętrze. Zajrzyjcie tam koniecznie.


Jak to na Whiskey in The Jar®, nie mogło się obejść bez muzyki na żywo - w Łodzi również ona jest - 5 razy w tygodniu :)

A Ty byłeś w Whiskey in The Jar? Co najlepiej Tobie zasmakowało?


*czyli zaskakujące, autorskie drinki na bazie Jack Daniel’s® Tennessee Whiskey serwowane w efektownych słoikach.

Adres:
Whiskey in The Jar®
Rynek Manufaktury
Restauracja jest czynna codziennie od 11 do 1 w nocy, kuchnia pracuje do 23:30 (w niedzielę do 22:30).

Whiskey in The Jar - nowe miejsce na kulinarnej mapie Łodzi , Manufaktura

JAR w sercu, ROCK w menu, OGIEŃ na scenie!



23 lipca 2017

Restauracja u Kretschmera, Hotel Tobaco

Żyjemy w czasach, gdzie nie tylko ważny jest smak dania ale również, to jak jest ono zaserwowane. Bo człowiek je oczami. 

Niedawno miałam okazję, razem z innymi łódzkimi blogerkami, uczestniczyć w kolacji degustacyjnej w Restauracji u Kretschmera w Łodzi. Szef kuchni - Maciej Kowalski - zaserwował nam 4 przepyszne dania.


Przystawka:
* tatar z daniela, żółtko konfitowane, szczypior, sezam z sosem dijon

Powiem tak - tak dobrego tatara dawno nie jadłam! Był przepyszny, delikatny w smaku i rozpływał się w ustach. Po prostu cudny!

Zupa:
* czernina, kluski żelazne, jabłko, gruszka

To był mój pierwszy raz, kiedy jadłam czerninę! Sama w sobie nie była zła, i rzeczywiście z każdą łyżką smakowała coraz lepiej, ale nie będzie to moja ulubiona zupa. Liczy się to, że spróbowałam (ba! ja zjadłam cały jej talerz) i "pierwsze koty za płot" mam już za sobą.

Danie główne:
* polędwica z dorsza, czarna soczewica, szparagi, boczniak z sosem cytrynowym

Uwielbiam polędwicę z dorsza i soczewicę, ale ta podana w restauracji - była przygotowana po mistrzowsku! Pyszna i jędrna. Do tego idealna ryba - było przepysznie

Deser:
* mus truskawkowy, kumkwat podany na finansjerze orzechowym

Co tu dużo mówić -  to była wisienka na torcie!

Oprócz kolacji, miałam przyjemność poznać zakamarki Hotelu Tobaco i razem z Panią Holmes, poszukać narzędzia zbrodni z pokoju nr 219. 

Escape room - uwielbiam tego typu rozgrywki. Zwarta grupa dziewczyn, sprawnie odnalazła narzędzie zbrodni, a droga nie była łatwa!


Jeszcze raz dziękuję Restauracji u Kretschmera, Hotelowi Tobaco za możliwość uczestniczenia w tak wybornej kolacji, w tak w pięknych wnętrzach!

Restauracja u Kretschmera, Hotel Tobaco 
ul. Kopernika 64
90-553 Łódź

Restauracja u Kretschmera, Hotel Tobaco

Żyjemy w czasach, gdzie nie tylko ważny jest smak dania ale również, to jak jest ono zaserwowane. Bo człowiek je oczami. 

Niedawno miałam okazję, razem z innymi łódzkimi blogerkami, uczestniczyć w kolacji degustacyjnej w Restauracji u Kretschmera w Łodzi. Szef kuchni - Maciej Kowalski - zaserwował nam 4 przepyszne dania.

2 marca 2017

Weekend burgerożercy na Before Food Market (23.02.2017-25.02.2017)

W miniony weekend (23.02-25.02.2017 r.) na Before Food Market w Łodzi, na ul. Piotrkowskiej 217 odbył się weekend burgorożercy, podczas którego miałam zaszczyt bycia w gronie Jury, które wybrało najlepszego burgera weekendu.

Ale po kolei :)

Nie ukrywam, że był to dla mnie ciężki weekend ;) Tyle burgerów? W tak krótkim czasie? Takie dobre i ja nie mogę się nimi rozkoszować? Ahh no trudno. Jedzenie rozłożyłam sobie na każdy dzień, trwającego Festiwalu Burgerów, chociaż nie ukrywam, że ostatniego dnia mój żołądek się trochę buntował i na następny dzień była już dieta oczyszczająca ;)

Zaczęłam od burgera wegetariańskiego - serwowanego od Challah - kuchnia żydowska.


Nie ukrywam, pokładałam w nim bardzo duże nadzieje, bo falafel, który był serwowany w burgerze jako "kotlet" - to jest coś co uwielbiam. Niestety zawiodłam się i to bardzo. Dostałam przypaloną bułkę, wysuszonego falafela i do tego znikomą ilość bardzo dobrego sosu harrisowego.


Wyglądem też odbiegał od tego co zaproponowali na facebooku

Kolejny wybór padł na Kiełbaskowo.


Idealnie wysmażone, dobrze przyprawione, soczyste mięso, odpowiednia ilość sosów (nic nie wypływało, ani nie było za mało ani za dużo), świeże warzywa - również w odpowiedniej ilości, bardzo dobra bułka. Wszystko ładnie się komponowało w smaku i w wyglądzie.


Kiełbaskowo wskoczyło u mnie na pierwsze miejsce. Smak tego burgera długo pozostał w moich ustach :)

Następnego dnia zaczęłam od robiącego wrażenie wizualne burgera od Jack Burger.


Idąc już na BFM, wiedziałam, że od tego burgera chcę zacząć (szczególnie po tym jak dzień wcześniej widziałam kolejki do Jack Burger po pięknie wyglądające burgery). 
Tak jak już wcześniej wspomniałam, burger od Jack Burger robił wrażenie bo był - w czarnej bułce ! I do tego serwowany podpalony! Robi wrażenie prawda? Do tego podwójna ilość mięsa, sera, grillowanego boczku i przepyszne sosy!


W tym momencie Jack Burger wylądował, w moim rankingu na samym górze, razem z Kiełbaskowo.

Po pysznym czarnym burgerze, przyszła pora na B.B. Kings. Powiem tak - burger był ok :)



Tutaj macie zdjęcie burgera, prezentowanego przed Festiwalem.

Ostatni wybór, na ten dzień, padł na coś oryginalnego. Burger od Krucjaty Smakiem.


Oryginalny, bo serwowany z wieprzowiną i pysznymi sosami domowej roboty sos Margaret - od imienia żony właściciela, podbił moje podniebienie do tego stopnia, że po powrocie do domu zaczęłam odtwarzać jego smak - niestety to nie było to samo :( oraz pyszny czosnkowy sos - również home made. Wszystko pyszne i zaskakujące w smaku. Sekretem usmażenia (szybkiego) kotleta wieprzowego była jego marynata, która spowodowała, że mięso bardzo szybko się usmażyło i było pyszne.


Krucjata zajęła u mnie 3 miejsce.

Kolejnego dnia (ostatniego!), zaczęłam testowanie od burgera, serwowanego przez Szwalnie Smaków.


Przepyszny policzek wołowy w bułce hamburgerowej i do tego obok sałatka. Nie ukrywam, zaskoczyło mnie takie podanie. Burger był dobry ale szczerze wolę mięso smażone w burgerze niż w sosie własnym.


Śmiało mogę powiedzieć, że był to dobry obiad w bułce burgerowej :)

Po pysznym policzku przyszła pora, znowu na coś innego. Burger od Mojo Picon. Od początku Festiwalu zastanawiałam się, jak on będzie wyglądać i smakować, ponieważ Mojo Picon to kuchnia hiszpańska. Niestety nie dowiedziałam się jak smakuję, ponieważ go nie otrzymałam. Niestety kucharz zbywał mnie trzykrotnie, za każdym razem mówiąc, żebym przyszła do niego za 5 min. Po ostatnim "5 minut" zrezygnowałam, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Szkoda.

Wyniki Festiwalu (po burzliwej naradzie) ukształtowały się następująco
I miejsce - Kiełbaskowo
II miejsce - Jack Burger
III miejsce - Krucjata Smakiem

Gratulacje!

Weekend Burgerożerców zorganizowanym przez Before Food Market uważam, za udany. Super organizacja, przepyszne burgery i mnóstwo ludzi podczas tego weekendu! Dziękuję organizatorom za zaproszenie na Festiwal i możliwość uczestniczenia jako jury. Czekam na kolejne weekendowe akcje na BFM i serdecznie wszystkich zapraszam do uczestniczenia w takich akcjach!
© Cook Yourself 2012-2018

Wszystkie zdjęcia i teksty są własnością autorki blogu. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie, bez wiedzy i zgody autorki blogu, jest zabronione.